Zmartwychwstanie. Pomimo ogromnego rozwoju nauki i techniki, czy udało się komukolwiek pokonać śmierć? Przez pokonanie śmierci mam na myśli zaistnienie dwóch faktów, najpierw prawdziwa śmierć, a następnie po kilku dniach powrócenie do życia. A tymczasem dwa tysiące lat temu pewien człowiek żyjący w jednym z odległych zakątku Cesarstwa Rzymskiego zmartwychwstał!
Ukazywał się On wielu osobom, co więcej nawet w tym samym czasie. Wchodził On do budynków mimo drzwi zamkniętych, ale nie był duchem, miał prawdziwe ciało. Witając się, powiadał: „Pokój wam”. Zmartwychwstanie jest fundamentem wiary dla nas Chrześcijan. Jeśli zmartwychwstanie się nie odbyło to próżna jest nasza wiara jak powiada święty Paweł. Zapraszam do dzisiejszego wpisu, gdzie przytaczam szereg przemyśleń i dowodów, w szczególności dla tych wątpiących, że zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa było prawdziwe.
[12.1] Zmartwychwstanie, wprowadzenie
Będąc jeszcze na studiach, nieustannie coś dowodziliśmy. Jako studenci zastanawialiśmy się kiedy w końcu może coś policzymy, ale niestety liczby pojawiały się jedynie przy numeracji wywodów albo przy indeksacji zmiennych. Tylko abstrakcyjne i logiczne myślenie się liczyło. Dowody nie są łatwe. Aby udowodnić, że zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa się wydarzyło to trzeba nam pokazać, że dwa istotne fakty są prawdziwe, a mianowicie , że najpierw Pan Jezus Chrystus prawdziwie zmarł, a później prawdziwie ożył.
W matematyce, aby coś udowodnić można zastosować tak zwany dowód „nie wprost” czyli zaprzeczyć twierdzeniu i doprowadzić do sprzeczności, do absurdu z założeniem czy inną ogólnie obowiązującą prawdą. Doprowadzenie do sprzeczności, do absurdu daje prawdziwość tezy, a zatem twierdzenie jest prawdziwe. Tak są dowodzone całe setki twierdzeń. Już Euklides (365-270 przed Naszą Erą) dla przykładu dowodził w ten sposób fakt istnienia nieskończoności liczb pierwszych.
[12.2] Zmartwychwstanie – Tak. Ale najpierw śmierć – Dowody
Wykazanie, że Pan Jezus Chrystus umarł wydaje się być łatwiejsze, w końcu wszyscy umierają i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Zatem do konkretów. Po pierwsze ukrzyżowanie było karą w której skazańcy ginęli w męczarniach i było stosowane od dawna przez Rzymian. Jeśli mieliście okazję oglądać Spartakusa, to już wtedy po przegranej bitwie ukrzyżowano sześć tysięcy powstańców. To było w roku 71 przed Naszą Erą. Od tego czasu Rzymianie doskonalili się w swoim fachu.
Ale, wracając do Pana Jezusa Chrystusa, to Jego śmierć potwierdzają zarówno najbliżsi stojący przy krzyżu, Ewangeliści jak i sam Pan Jezus Chrystus, który tuż przed – woła: „Wykonało się, po czym skłonił głowę i oddał ducha” (J 19, 30). Śmierć potwierdzają również najlepsi eksperci w ocenianiu czy ktoś umarł, czyli Rzymianie, którzy nie łamią Panu Jezusowi Chrystusowi już nóg, jak pozostałym dwóm skazańcom. Jeden z żołnierzy mimo wszystko decyduje się jeszcze przebić Mu bok, z którego wypływa krew i płyn surowiczy, co jest dowodem Jego śmierci. Co więcej w Ewangelii mamy przekonywującą relację: „O tym daje świadectwo ten, który to widział, a jego świadectwo jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli” (J 19, 35).
Mimo tak twardych i konkretnych słów oraz faktów, Szatan ku swojej radości sieje zamęt. Przemyślmy zagadnienie zatem jeszcze od innej strony. Załóżmy zatem chwilowo, że Pan Jezus Chrystus wcale nie umarł, tylko powiedzmy „zasłabł”. Był On już prawie po dobie katorgi, biczowania, drodze krzyżowej, przebiciu rąk, nóg i boku i złożeniu do grobu. Był on ledwo żywy, półprzytomny, ale jakoś przebudza się i odsuwa ciężki kamień do którego było potrzeba kilku i następnie neutralizuje Rzymskich żołnierzy, którzy Go pilnowali i ucieka.
Interesujące. Zobaczmy, w tym toku rozumowania otrzymujemy same absurdy. Ledwo żywy i w takim stanie odsuwa ciężki kamień? Albo pokonuje żołnierzy Rzymskich. Przecież gdy był On aresztowany w Ogrojcu to nie był nawet skłonny bronić się, a co dopiero walczyć: „Jezus zwrócił się do Piotra: Schowaj miecz do pochwy!” (J 18,11). A więc otrzymujemy kolejny absurd. Nie mówiąc już, że osłabiony, chwiejący się na nogach ucieka.
No ale dalej, ktoś uparcie i w niedowierzaniu może powiedzieć, został wykradziony, a nie wyszedł o własnych siłach. Dobrze! Za złamanie pieczęci rzymskiej położonej na grobie, groziła kara śmierci. No, ale znów załóżmy, że byli śmiałkowie i ktoś Mu pomógł. Raczej nie Jego uczniowie, bo oni przecież bali się Żydów i Rzymian, a nawet zamykali się w Wieczerniku. Zatem, Pan Jezus Chrystus, którego wykradziono, już następnego dnia pokazuje się niewiastom, a także uczniom. On to osłabiony, skatowany, ledwo żywy, chwiejący się na nogach, półprzytomny, a Jego uczniowie widząc te zwłoki człowieka entuzjastycznie mają uwierzyć, że oto On pokonał śmierć, jest Zbawicielem i Panem Śmierci i Życia? Kolejny absurd i niedorzeczność!
Z rozważań wyżej wynika, że jakkolwiek byśmy nie kombinowali, że Pan Jezus Chrystus prawdziwie nie umarł, to każde nasze rozumowanie doprowadzało nas do absurdu, do niedorzeczności, zatem twierdzenie, że Pan Jezus Chrystus prawdziwie umarł jest prawdziwe.
[12.3] Zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa – dowody
Czy zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystus naprawdę zaistniało? Pierwszą przesłanką do tego jest fakt, że odnaleziono Jego pusty grób, który był przecież pilnowany przez Rzymskich żołnierzy.

Ktoś z pewnością wysunie hipotezę, że zapewne wykradziono i ukryto Jego ciało, a uczniom pokazywał się sobowtór Pana Jezusa Chrystusa, człowiek tylko do niego podobny.
Dobrze, sobowtór się ubiczował, przebił sobie radośnie ręce i nogi oraz bok, a później zamiast się leczyć w tym nie sprzyjającym klimacie, błąkał się po różnych miejscach Jerozolimy i nikt się nie zorientował, zwłaszcza Jego uczniowie i własna matka, że to nie Pan Jezus Chrystus. Kolejne same absurdy. Nie mówiąc już, że takie całe oszustwo byłoby kompletnie niezgodne z samą nauką Pana Jezusa Chrystusa, ani z nauką którą kontynuowali Jego uczniowie.
Najprawdziwszy Pan Jezus Chrystus pokazuje się natomiast Apostołom, wchodzi do Wieczernika mimo drzwi zamkniętych (a więc panuje nad materią) i mówi „Pokój wam!”. Pan Jezus Chrystus towarzyszy uczniom do Emaus, i wyjaśnia im Mojżesza i Proroków – wszystkie miejsca w których Pismo odnosi się do Niego. Zjada On też pieczoną rybę, stąd widać, że nie jest duchem (porównaj Łk 24, 42).
Pan Jezus Chrystus pokazuje się nie tylko najbliższym, ale ponad pięciuset osobom, święty Paweł bowiem powiada: „Ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu. Następnie ukazał się ponad pięciuset braciom równocześnie. Większość z nich żyje do dziś, niektórzy już umarli. Następnie ukazał się Jakubowi, potem wszystkim apostołom, a w końcu ukazał się mnie, ostatniemu ze wszystkich, jakby poronionemu płodowi” (1Kor, 15, 5-8). Czy ponad pół tysiąca naocznych świadków może się mylić i może to znaczyć, że zmartwychwstanie nie miało miejsca? Czy w dzisiejszych czasach jeśli zaciągniemy pół tysiąca naocznych świadków do sądu, czy można jeszcze cokolwiek podważać?
Przyjrzyjmy się jeszcze bezpośrednim uczniom Pana Jezusa Chrystusa. Co zmieniło się w życiu Apostołów, że z postawy tchórzostwa i strachu, nagle nabierają nieograniczonej odwagi. Musiały w między czasie nastąpić jakieś nadzwyczajne zdarzenia. Czy zobaczyli zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa i usłyszeli: „Pokój wam!”? Zerknijmy na postawę świętego Piotra, który najpierw ukrywa się w Wieczerniku, wcześniej nie widać Go przy krzyżu, a jeszcze wcześniej wypiera się trzy razy Pana Jezusa Chrystusa. Odwaga nie jest jego silną stroną.
A nagle wraz z Janem przed najważniejszymi kapłanami, którzy stoją za śmiercią Pana Jezusa Chrystusa, charyzmatycznie oboje przemawiają: „…to wiedźcie, wy i wszyscy Izraelici, że stało się to w imię Jezusa Chrystusa, Nazarejczyka, którego ukrzyżowaliście. Bóg wskrzesił Go z martwych. (…) On jest kamieniem odrzuconym przez was budowniczych. Ale właśnie On stał się kamieniem węgielnym. Tylko dzięki Niemu można być zbawionym. (…) Stanowczość Piotra i Jana zdumiała pytających. Wiedzieli przecież, że są ludźmi prostymi i niewykształconymi” (Dz 4,10-13).
Podobnie ma się sytuacja ze świętym Szczepanem, który charyzmatycznie przemawia przed Wielką Radą i za swoje przekonania zostaje skazany na śmierć przez kamieniowanie (porównaj Dz 7, 1-60). Któż poświęciłby swoje życie, jeśli zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa byłoby spreparowane?
A co dzieje się z Szawłem, z tym zaciekłym i gorliwym prześladowcą Chrześcijan? „Szaweł natomiast wciąż pałał nienawiścią i chęcią mordowania uczniów Pana” (Dz 9,1). I w Jego życiu pojawia się niesamowite zdarzenie które odmienia Jego postawę. Zmienia się nie do poznania, z zaciekłego wroga staje się gorliwym wyznawcą Pana Jezusa Chrystusa, a siebie od tego czasu nazywa „poronionym płodem”, podkreślając fakt, że tak strasznie wcześniej się mylił. Naucza i ewangelizuje pewnie z pół Europy, a w swojej nauce zauważa: „Jeśli zaś Chrystus nie zmartwychwstał, to próżne jest nasze głoszenie i próżna jest nasza wiara” (1Kor 15, 14).
Nie tylko uczniowie, nie tylko Ci którym Mistrz się objawił, ale wszyscy którzy uwierzyli i nawrócili się nabierają odwagi, radości i euforii, aby głosić Pana Jezusa Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Robią to
z zapałem, będąc przecież świadomymi jakie grożą za to kary. Wyznawcy wolą cierpieć tortury i ginąć, niż zaprzeć się Mistrza. Przecież istnieje mnóstwo wiarygodnych przekazów jak byli oni męczeni, rozszarpywani przez zwierzęta, krzyżowani czy czyniono z nich żywe pochodnie. Oni wszyscy nie narażaliby swojego życia, gdyby mieli chociaż najmniejszy cień wątpliwości, że zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystus się nie odbyło!
[12.4] Zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa pokazuje, że jest On Bogiem
Dzisiaj po dwóch tysiącach lat na świecie jest około dwóch miliardów Chrześcijan, potężna liczba. Załóżmy, że przez te 2000 lat było kilkadziesiąt pokoleń. Na ilu ludzi Pan Jezus Chrystus miał wpływ przez ten okres, ilu ludzi Mu zaufało, ilu ludzi uwierzyło w zmartwychwstanie, ilu ludzi było i jest skłonnych oddać życie za swoją wiarę? To liczba zdecydowanie niewyobrażalnie duża. Jeśli tak, to czy Pan Jezus Chrystus nie jest autentycznym Mistrzem? Czy nie jest Królem?

Władza innych króli ziemskich trwała krótko i przemijała, ograniczała się zazwyczaj tylko do wybranych terytoriów. Władza Pana Jezusa Chrystusa, Króla „nie stąd” jak on sam oznajmiał Piłatowi: „Teraz zaś moje królestwo nie jest stąd” (J 18, 36) ciągle trwa i „siły piekielne go nie przemogą”. Król tylu ludzi i Król tylu pokoleń, Król tylu serc, Król który okazał zmartwychwstanie, Król tylu wyznawców, którzy Go kochają, którzy pragną usłyszeć: „Pokój Wam!”, chcą Go naśladować i którzy są w stanie oddać życie za Niego – czy to wszystko jednoznacznie nie dowodzi, że On jest również samym Bogiem? Czy to również nie oznacza dla tych z nas, którzy zmierzają Jego drogą – że Jego zmartwychwstanie jest również dla nas – nadzieją?
[12.5] Zmartwychwstanie, a My – Pokój wam
Jeśli dalej nie pojmujesz i nie wierzysz drogi Bracie czy Siostro w zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa, to mnie to wcale nie dziwi. Nawrócenia dokonuje bowiem sam Pan Bóg, a nie mały człowiek usiłujący pisać wywody i mądrości. To tylko sam Pan Bóg poprzez Ducha Świętego może odmienić Twoje serce. Ośmielę się jednak powiedzieć Ci w miłości jedno: „jesteś Tomaszem”! Ale nie przejmuj się. Tomasz był też Apostołem Pana Jezusa Chrystusa i Mistrz z Nazaretu również Go bardzo kochał!
On to przyszedł drugi raz do Wieczernika, mimo drzwi zamkniętych, ukazał się Tomaszowi. Zapraszam Cię do medytacji poniższej Ewangelii, aby głęboko w sercu usłyszeć słowa które mówi Pan Jezus Chrystus: „Pokój wam!”. Tak, „Pokój wam!”, a nawet bezpośrednio do Ciebie: „Pokój Tomaszu!”. Pan Jezus Chrystus, czyli Dobry Pasterz zna bowiem swoje owce po imieniu i zwraca się również do Ciebie po imieniu. Nawet więcej, On nosi Twoje imię na swoich dłoniach, na których zostało ono gwoździami wyryte: „Ja nie zapomnę o tobie! Oto wyryłem cię na moich dłoniach” (Iz 49, 16). On patrzy na Ciebie z miłością w oczach, pokazuje Ci swoje bolejące rany i spokojnie, cierpliwie, pełny miłosierdzia tłumaczy Ci wszystko w ciszy.
Słowo Boże
Gdy tego pierwszego dnia tygodnia zapadł wieczór, a tam, gdzie przebywali uczniowie, zamknięto drzwi z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął w środku i pozdrowił ich: „Pokój wam!”. A gdy to powiedział, pokazał im ręce i bok. Uczniowie uradowali się, że ujrzeli Pana. Jezus zaś odezwał się do nich ponownie: „Pokój wam! Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął i oznajmił im: „Przyjmijcie Ducha Świętego! Tym którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, którym zatrzymacie, są zatrzymane” .
Tomasz, zwany Bliźniakiem, jeden z Dwunastu, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus . Pozostali uczniowie mówili więc do niego: „Zobaczyliśmy Pana!”. On jednak odparł: „Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę na Jego rękach śladów po gwoździach, nie włożę swego palca w miejsce gwoździ i nie umieszczę swojej ręki w Jego boku”.
Po ośmiu dniach, uczniowie znów byli wewnątrz i Tomasz razem z nimi. Mimo zamkniętych drzwi, Jezus wszedł, stanął w środku i pozdrowił ich: „Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: „Unieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce, podnieś też swoją rękę i włóż w mój bok. I przestań być niedowiarkiem, a bądź wierzącym”. Tomasz wyznał Mu w odpowiedzi: „Pan mój i Bóg mój!”. Jezus zaś rzekł do niego: „Wierzysz, ponieważ Mnie ujrzałeś? Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli”. (J 20,19-29)
Oto Słowo Pańskie
Echo słowa/Komentarz
Jeśli czujesz, że powyższe słowo Boże mówi również do Twojego życia, może pokazuje Ci Twoje słabości, może zachęca do zmiany czegoś istotnego, może pociesza w trudnej sytuacji, może daje nadzieję na przyszłość, umocniony Duchem Świętym, nie wahaj się dać Echa słowa poniżej. Zanim jednak to zrobisz przeczytaj Zasady echa słowa. Potem w białym polu Komentarz poniżej wpisz swoje Echo słowa ubogacając innych Braci i Siostry śledzących niniejszą witrynę: Karmić się słowem.
